sobota, 3 maja 2014

Rozdział II

Shantis szła, a raczej była wleczona przez las.
- Nie no... Jak ja dałam się w to wkręcić? - myślała - Jeszcze przed chwilą byłam w mojej, może nie ciepłej, ani nie przytulnej, ale przynajmniej bezpiecznej jaskini.
- A, teraz co? Jestem wleczona, co samo jest poniżej mojej godności i to do tego przez obcego wilka! - raczej nie była tym zachwycona. Jej rozmyślania przerwał głos

- No i jesteśmy na miejscu! - zawołał wilk, bardziej do siebie niż do niej
- Bardzo się cieszę... - pomyślała
Zaczęła się rozglądać. Wataha była położona podobnie jak ich na polance. Jednak ta polanka trochę się różniła. Było  tu mniej światła i ogólnie więcej drzew. Dookoła niej były trzy czy cztery jaskinie (pewnie tu mieszkają - pomyślała), a wilk ciągnął ją do największej z nich.
- No świetnie... - pomyślała - Nadeszła moja ostatnia godzina...
W środku było dosyć ciemno. Dookoła słyszała głosy
- Okami, wróciłeś!
- Czyli tak on się nazywa... - pomyślała
- Kogo ciągniesz?
- Nikogo ważnego - odpowiadał Okami
- Jak to?
- Dowiecie się! - wilk był już trochę zirytowany
- To ja tu idę do wodza, a oni zadają bezsensowne pytania, że kogo niby ciągnę?... - myślał
Kiedy wreszcie przedarli się przez ten mur pytań* doszli do najciemniejszej części jaskini.
- Wróciłem, ojcze! - krzyknął Okami
- Świetnie synku. A kogo to tak ciągniesz? - zapytał głos z wnętrza jaskini
- Nikogo ważnego - odpowiedział ironicznie
- Jak to?
- Podejdź, to sam zobaczysz! - zawołał wesoło
Shantis przełknęła ślinę. No i teraz dopiero się zacznie. Zaraz zobaczy jak wygląda Alfa tej watahy. Ten bezwzględny ojciec Okami'ego, który najbardziej w świecie nie lubi nieproszonych gości. O, wadero!
Zza cienia zaczął wyłaniać się wilk.



Shantis rozwarła buzię na całą szerokość. Musiała teraz wyglądać prześmiesznie!
- Ale... Czyli, że pan wcale nie jest, okrutnym i bezwzględnym wilkiem bez serca, który najbardziej na świecie nie lubi nieproszonych gości? - zapytała, kiedy już doszła do siebie
- Ech, a kto ci nagadał takich głupot? - wilk był szczerze zdziwiony
Okami zrobił się czerwony jak pomidor i skulił się w sobie. Po czym zaczął powoli się cofać.
- No tak... Można się było tego spodziewać! - powiedział zawiedzionym głosem - Okami, rozwiąż ją! - rozkazał
- Ale, ojcze! Ona próbowała zaatakować naszą watahę! - zaczął protestować wilk
- To na pewno jakieś nieporozumienie!
- No, ale...
- Natychmiast ją rozwiąż! - krzyknął głosem nie znoszącym sprzeciwu
Okami podszedł do Shantis i z kwaśną miną począł rozszarpywać liny.
W pewnej chwili zębami rozciął jej łapę**
- Wrrr - syknęła Shantis. Chciała, żeby zabrzmiało to jak najciszej, ale On oczywiście i tak to usłyszał. W końcu stał tak blisko. Zresztą tak samo jak wódz.
- Okami, trochę ostrożniej! - zawołał
Wilk o którym była mowa, posłał jej tak mordercze spojrzenie, że aż musiała odwrócić wzrok.
- Nie martw się kochana. Zaraz pójdziemy do leży, gdzie na pewno zabandażują ci łapę - powiedział miłym głosem wódz
- No i jeszcze tylko tego brakowało! - pomyślał Okami - Mogłem wtedy w lesie nie zwrócić na nią uwagi, to by się to teraz nie działo!
- Coś nie tak, synu? - spytał wódz
- Nieeee... Wszystko, ok. Tylko myślę, że powinniśmy zachować większe środki ostrożności. - powiedział niezbyt uprzejmym głosem Okami
- Już ty sobie tym nie zawracaj głowy. Od ostrożności jestem ja!
Okami skończył rozcinać liny. Było widać, że teraz robi to ostrożniej.
- Jestem wolna !!! - pomyślała Shantis
Jednak nie chciała, a może nie mogła uciekać. Łapa tak ją bolała, że prawie nie mogła chodzić. Dlatego z wdzięcznością przyjęła pomoc od Alfy.
Poprowadził ją do wyjścia z jaskini. Wiedziała, że On wie, iż łapa bardzo ją boli, więc nie zawracała mu głowy i próbowała udawać, że nie jest tak źle. Przeszli przez polankę, aż do ostatniej jaskini. Przywitała ich wilczyca pielęgniarka



- Witaj, moja droga. Co się stało? - powiedziała miłym głosem
- Nic, takiego... - odpowiedziała Shantis
- Bzdura! - odrzekł wódz - Nasz syn, pomylił się (mocno zaakcentował słowo pomylił) i uznał, że ta miła panienka jest wrogiem, który chce zaatakować naszą watahę. Dlatego związał ją i przywlókł do mnie. Ja, oczywiście uznałem, że jest niegroźna, więc kazałem mu ją rozwiązać. Ale podczas rozszarpywania lin, mocno zranił jej łapę i teraz kuleje.
- Ich syn? - pomyślała Shantis - Czyli to właśnie jest matka Okami'ego. Tylko ciekawe jak się nazywa, no i oczywiście jak się nazywa Alfa.
Jej pytanie uprzedziła wilczyca.
- No dobrze. Chodź kochana. Zaprowadzę cię do leży - Tsube, chcesz iść z nami? - zapytała wodza
- Skoro mnie zapraszacie to nie odmówię. - odrzekł Tsube
- Czyli, wódz ma na imię Tsube... - pomyślała Shantis i pokornie poszła za wilczą pielęgniarką
Okami, chociaż nikt go nie zapraszał, też za nimi poszedł. Może chciał zobaczyć jak to się potoczy? Kto go tam wie...
Weszli do jaskini. Wbrew pozorom wcale nie było tam ciemno, ani strasznie.
- Ufff... - pomyślała Shantis - Chyba jednak ujdę z życiem. Chyba... O_O
- No i jesteśmy! To właśnie jest leża. - powiedziała wilczyca - Chodź kochanie, zaraz będzie po bólu.
Shantis niepewnie zaczęła podchodzić do matki Okami'ego. Ta zachęciła ją wzrokiem, żeby się położyła na ziemi, w miejscu gdzie leżały liście palmowe***. Następnie polała jej ranę wodą i owinęła w jeden z liści. Shantis bardzo bolało, ale nie odważyła się nawet pisnąć. W końcu nadal nie wiedziała czy jest tu bezpieczna...
- No dobrze, skończyłam. - powiedziała wilczyca - Pewnie nadal się boisz, ale uwierz mi, że nie ma czego. Nasz syn bywa porywczy, ale to tylko dla dobra stada. Rozumiesz, prawda?
- Tak, oczywiście. - odrzekła Shantis
- No, dobrze. Nie dasz rady wrócić do domu, więc będziesz musiała tu zostać na noc, ale skoro tak, to musisz nas trochę lepiej poznać. Pewnie nawet nie wiesz jak się nazywam?
Shantis pokręciła przecząco głową.
- No, tak. Więc pozwól, że ja pierwsza się przedstawię. Nazywam się Charli, a to mój mąż Tsube - pokazała na wodza - Natomiast to nasz syn, Okami - zerknęła na wilka
- Jesteśmy Alfami w tej watasze, ale Charli jest również pielęgniarką - dopełnił Tsube
- A, ty? Jak się nazywasz? - zapytała Charli
- No, tak... -_- Ta chwila musiała nadejść, prędzej czy później... Mama zawsze mówiła, żeby nie zdradzać swojego prawdziwego imienia i pochodzenia nieznajomym. A oni przecież są nieznajomymi... Jednak nie mogę przemilczeć tego pytania! Jeszcze by coś zaczęli podejrzewać. Więc co mam zrobić?! - przez umysł Shantis na raz przeszło milion różnych myśli
- Coś się stało? - zapytała Charli
- Nie, nie! To nic takiego! - pospieszyła z odpowiedzią Shantis
- Skoro to nic takiego, to może powiesz nam wreszcie jak się nazywasz? - burknął Okami
- Tak, tak! Oczywiście! Więc ja... nazywam się...
- No, jak!? - zirytował się wilk
- Nina! Właśnie, Nina! - krzyknęła Shantis
- Nina... Hmmm... - zastanowił się Tsube
- Całkiem ładne imię - powiedziała Charli
- Dziękuję... - szepnęła Shantis
Nastała krępująca cisza, którą przerwała Charli
- No, to...gdzie śpisz? - zapytała
Shanis popatrzyła na nią tak, jakby ta spytała co najmniej, czy ma już dzieci.
- No, racja... - Charli puknęła się w głowę. - Przecież jeszcze nie znasz tej watahy...
Shantis przez chwilę się zastanowiła i wpadła na błyskotliwy pomysł.
- Mogę spać na dworze! - krzyknęła
- Na dworze? - Charli popatrzyła na nią dziwnie - Nie tak traktujemy tutaj gości!
- Myślę, że może spać w jaskini. - powiedział Tsube
- Nie, nie! - zawołała natychmiast Shantis - Ja naprawdę wolę spać na dworze!
- Jesteś tego aby pewna? - jeszcze raz spytała Charli
- Tak, jestem. - powiedziała Shantis
- Tym bardziej, że mam już plan - pomyślała


* Taka metafora. To znaczy dużo, dużo pytań.
** Nie, on oczywiście nie rozciął jej łapy w sensie dosłownym. On tylko mocną ją skaleczył zębami
*** Je też nie wiem, skąd wilki je wytrzasnęły. Fantazja xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz