niedziela, 7 września 2014

Rozdział XIII

Weszła do środka niepewna nieznanego. Po kilku krokach zauważyła, że w tak zwanych ,,ścianach" tego ,,tunelu" było dużo szpar, które wpuszczały światło słoneczne, tak więc nie było tutaj ciemno, ani strasznie. Może tylko trochę niepewnie...
 Jednak do kwiatów na głową jeszcze można się przyzwyczaić. Tak samo jak i do wszechobecnego koloru zieleni. Iść przed siebie to przecież żadna sztuka. Nie było tylko pewne, czy Shantis szła w dobre przed siebie, czy w te złe...
Tak właściwie, w danej chwili nie było to na tyle istotne, żeby się tym przejmować. Bardziej istotne miało stać się dopiero za jakiś czas.

Wierzcie, lub nie, ale po jakimś czasie przed Shantis pojawiło się małe odgałęzienie. Na szczęście było One jedyne. Niestety, kiedy nie wiesz gdzie jesteś oraz w która stronę jest twoja wataha i natrafisz na rozgałęzienie w tunelu z liści nie zdajesz sobie sprawy, że to możne być jedyne.
Shantis czytała już kilka książek i była pewna, że kiedy pojawia się pierwsze rozgałęzienie, to muszą być i kolejne. Tak, więc kiedy zobaczyła ową rzecz, można śmiało powiedzieć, że się przeraziła. Nie była pewna, w którą stronę ma iść i miała szczerą chęć zrezygnować. Tak  właściwie dopiero teraz zauważyła, że mocno zboczyła z kursu i nie za bardzo wie, gdzie tak właściwie jest. Dlatego też, zrobiła to, co jako, jednak trochę rozsądny wilk, w końcu zrobić musiała. Zawróciła.* Gdyby tylko wiedziała co czeka Ją za tym rozgałęzieniem... Nie zrezygnowała by tak łatwo.

Zawróciła, czy poszła wstecz, za siebie (jak tam wolicie), grunt, że z powrotem znalazła się w tylnej części tunelu z liści, a następnie zaczęła przedzierać się przez krzaczory. Kiedy nareszcie z powrotem znalazła się na polance, zauważyła, że słońce zmieniło swoje położenie.**
- Już późno... - pomyślała - Ile czasu tam byłam? To nie mogło być, aż tak długo.
- W sumie to jestem zmęczona. Nawet bardzo... I nie mam ochoty na kolejne przedzieranie się przez krzaczory. Powinnam już wracać, ale przecież, muszę jeszcze zajść do watahy Okami'ego... Chociaż tak właściwie, to przecież mogę im powiedzieć, że nie było go w domu. Tak! Ale to będzie przecież kłamstwo... - myślała intensywnie - No, ale przecież nawet nie wiem, czy On w tej watasze jest, czy go nie ma! Ale w takim razie...istnieje możliwość, że go tam właśnie nie ma!
Tak, więc Shantis udała się w stronę dróżki, którą tutaj przyszła, mając nadzieję, że dojdzie do swojej własnej watahy jeszcze przed zachodem słońca. Dopiero teraz miała chwilę czasu, żeby się zastanowić nad wydarzeniami z kilku poprzednich minut, które dziwnym trafem zamieniły się w godziny.
- Tak właściwie, to jak to możliwe, że spędziłam tam, aż tak dużo czasu? - zastanawiała się - Byłam tam na pewno nie dłużej jak 15 minut. Natomiast minęło około kilku godzin, albo i więcej!
Nie zastanawiała się jednak na tym zbyt długo, ponieważ już chwile później zauważyła, że nie pamięta, którędy przyszła.
- No świetnie! - zawołała - Przecież idąc tutaj skręciłam w złą stronę! I teraz już kompletnie nie wiem gdzie jestem -_-
- Albo mam fatalną orientację w terenie, albo po prostu nie skupiam się na tym na czym powinnam. - pomyślała z żalem. - I to chyba jednak to drugie... Chociaż nigdy nic nie wiadomo.
Słonce powoli chyliło się ku zachodowi, więc nie było czasu na namysły, a Shantis szybko zawróciła i z powrotem znalazła się na polance czterech stron świata.
- Jak pech to pech! - pomyślała - Dobrze, tak więc najstosowniej będzie chyba sprawdzić wszystkie drogi i tak jak w Jasiu i Małgosi zaznaczać drogi, którymi już szlam. Cóż... tyle, że nie bardzo mam czym oznaczać. Kamienie się raczej nie przydadzą... - szybko rozejrzała się dookoła, ale nie zauważyła niczego co mogło by się nadawać. - No cóż, w takim razie będę musiała poradzić sobie bez tego! Mam przecież swoją głowę! Najpierw sprawdzę tę ścieżkę prowadzącą na północ.

Jak pomyślała tak zrobiła, ale tym razem bacznie rozglądała się na boki zapamiętując rożne elementy charakterystyczne i pomocne w razie powrotu na polankę czterech stron świata. Kiedy napotkała pierwsze odgałęzienie, chwilkę się zastanowiła, ale po namyśle wybrała ścieżkę w prawo.
- Później tutaj wrócę i sprawdzę tę w lewo. - obiecała sobie Shantis - Jeśli będzie taka potrzeba! - dodała szybko.
Nie było wiadome czy droga w prawo to był dobry wybór, ale Shantis nie mogła odnaleźć żadnej charakterystycznej roślinki, a wszystkie drzewa wydawały się takie same. Trochę zaniepokoił ją ten fakt, ale nie na tyle żeby zawrócić. I tak nie wiedziała gdzie dokładnie znajdowała się polanka czterech stron świata, ani jak do niej dojść ze swojej watahy. Na szczęście wiedziała jak dojść z tego miejsca do tej właśnie polanki, tyle, że jak pewnie zdajecie sobie sprawę, w takiej sytuacji nie było to zbyt pomocne i chociaż Shantis nie traciła zimnej krwi, to nie mogła powstrzymać zachodzącego słońca i zionących zewsząd ciemności. A im niżej słońce, tym mniej tej pewności siebie...
Chciała dojść gdziekolwiek, byle by tylko wyjść z tego lasu, jednak na razie nie było takiej możliwości. Wydawało by się, że idzie tak wieczność, więc postanowiła zawrócić i sprawdzić ścieżkę w lewo. Jednakże kiedy odwróciła głowę, nie zobaczyła nic. Nic oprócz przeraźliwych ciemności.
Przeszedł ją dreszcz i zastygła w bezruchu. Nie miała pojęcia co robić, a cały jej wspaniały plan wziął w łeb i zawalił się pod ciężarem tych ciemności. Nie zobaczyła niczego co mogło wydawać się znajome, a wszystkie elementy, które zapamiętała przykrył mrok. Chwilę stała myśląc bardzo intensywnie. W końcu odetchnęła i zrobiła krok w kierunku tych ciemności. Nic się nie stało, a świat się nie zawalił, jednak i tak nie czuła się zbyt pewnie idąc naprzód i widząc jedynie czubek własnego nosa. Usilnie wpatrywała się w ciemność przed sobą, ale w końcu dała spokój i zaczęła uważnie patrzeć pod nogi, nie chcąc przegapić rozgałęzienia, przez które wcześniej przechodziła.

Shantis szła z opuszczonym łebkiem już z pół godziny, a kark bolał ją tak bardzo, że nawet tego nie czuła. Nie miała siły podnieść głowy, dlatego ciągle i bez przerwy patrzyła się w ziemię i wypatrywała rozgałęzienia tak mocno i uporczywie, że jakiś czas już nie mrugała. Chyba najlepiej by było gdyby podniosła wreszcie wzrok, ponieważ kiedy, tak patrzysz i patrzysz się w jeden punkt, ciągle i bez przerwy i do tego jeszcze idziesz, bardzo możliwe jest, to że...
- Aua! - zawołała Shantis, która właśnie wpadła na drzewo
No i właśnie o tym mówiłam... -_-
Chociaż może to i lepiej, ponieważ kiedy Shantis uderzyła się w głowę to, wreszcie, nareszcie ją podniosła. Jednak, kiedy spojrzała w górę i ujrzała mroczny mrok*** od razu opuściła ją z powrotem... Tak... -_-
Utkwiła wzrok w ziemi wściekła ze swojej bezradności.
- Dlaczego, jeszcze nie ma tego rozgałęzienia! - pomyślała roztrzęsiona z przemęczenia - Przecież już powinno tutaj być! Nawet nie wiem gdzie dokładnie jestem i czubka własnego nosa już nie widzę!
Wściekłość przerodziła się w smutek, a smutek owionął ją zewsząd. Nie miała już siły iść, ale coś w środku kazało jej się nie poddawać. Dlatego ruszyła dalej powłócząc nogami, które już nie chciały jej słuchać.
Szła tak jeszcze z 10 minut, aż w końcu doszła do zapamiętanego rozgałęzienia. Gdyby miała więcej siły podskoczyła by z radości i krzyknęła na cały las, ale w takiej sytuacji obiecała sobie tylko-
- Nigdy więcej!
Jednak to nie był jeszcze koniec. Musiała teraz wybrać. A zły wybór mógł zmienić absolutnie wszystko.
Jako rozsądna osoba z całą pewnością poszła by z powrotem na polankę czterech stron świata, jednak jako osoba wyczerpana prawie do granic możliwości, którą głód ściskał za żołądek, nie zastanawiała się prawie w ogóle. Po prostu poszła tam gdzie ją łapy poprowadziły. A na jej nieszczęście (a może i szczęście), łapy poprowadziły ją na lewą ścieżkę (czyli na tę, której jeszcze nie sprawdzała, ale miała to zrobić później).
Jeśli ktoś jest spostrzegawczy zauważył by, że Shantis przyspieszyła, jednak mniej spostrzegawczy ludzie, raczej nie dojrzeli by żadnej różnicy.
Suczka szła w podobnym stanie co wcześniej, tyle że z trochę większą nadzieją patrzyła przed siebie. No tak, tyle że przed Nią byłą jedynie ciemność.

Szła już około 20 minut, kiedy zobaczyła przed sobą...drzewa. Tak, tak i wy byście się załamali. Niestety Shantis straciła już właściwie cały swój zdrowy rozsądek. Jednak i tak dojrzała małą ścieżkę odchodzącą na prawo, więc cudem znalazła w głowie jeszcze trochę inspiracji i wyszukała błachy powód dla tego, co właśnie robiła. Poszła w tamtą stronę.
Jak widać miała jednak trochę szczęścia, ponieważ chwilę później natrafiła na kolejną ścieżkę i chociaż teraz już kompletnie nie wiedziała gdzie idzie, to i tak ruszyła tam gdzie biegła ścieżka.
Księżyc świecił na niebie i nadawał nocy wyraz trochę mniej strasznej, a gdyby Shantis siedziała teraz w swojej kochanej jaskini zapewne pomyślała by
- Och, jaka piękna noc!
Niestety aktualnie nie siedziała w swojej jaskini i nie mogła zachwycać się nocą, ponieważ każdy nawet najmniejszy skrawek sił jaki jej jeszcze pozostał wykorzystywała do przekonania swoich nóg do dalszego marszu. A tych sił nie zostało jej dużo...
Szła tą ścieżką jeszcze chwilę, ale zatrzymała się widząc kolejne rozgałęzienie, a łepek opadł jej jeszcze niżej.
- To na nic... - pomyślała, a łzy duszone przez kilka godzin wypłynęły na wierzch. Stanęła sama pośrodku lasu zrezygnowana i bezradna. Straciła już wszelką nadzieję, wszelkie powody i cały zapał do działania, nie miała już inspiracji, chęci ani wiary w siebie. Była głodna i wyczerpana.
Podczas tego stanu miła wizję. Wizję białego wilka. Biały wilk nic nie mówił, ale już po jego oczach mozna było domyślić się wszystkiego.



Kiedy Shantis się przebudziłą jakaś inna siłą popchnęła ją, najpierw lekko, a potem coraz mocniej i natarczywiej w stronę dróżki w lewo. Shantis ruszyła w tamtą stronę, ponieważ nie miała siły się jej opierać, ale to już nie była Ona, tylko ta niewidzialna siła, która pchała ją cały czas i nie pozwalała stanąć.
W pewnej chwili po prostu puściła, a Shantis prawie upadła na ziemię. Jednak utrzymała równowagę i podeszła kilka kroków przed siebie. Nie czuła swoich nóg, więc nie stawiały oporu. Wszystko widziała jak przez mgłę i nie mogła odróżnić mniejszych elementów. Przystanęła na chwilę, a ta sama siła znowu zaczęła ją pchać. Shantis powlokła się przed siebie, właściwie o niczym już nie myśląc. Spuściła głowę w dół i wypatrywała przez zamglone oczy śladów nie wiadomo czego. Szla tak jeszcze kilka minut, cały czas pchana przez niewidzialną siłę, ponieważ sama dała za wygraną już jakiś czas temu. Ze spuszczonym łebkiem i wzrokiem utkwionym w ziemi, wlokąc nogi za sobą i zamiatając ogonem ziemię wyglądała jak skazaniec idący na egzekucję.
Nie wiadomo co widziała Shantis, ale biorąc pod uwagę zamglony wzrok wbity w ziemię i na wpół zamknięte oczy, można wywnioskować, że niewiele. A już na pewno nie to co było przed Nią. Może gdyby to było drzewo w porę by się zatrzymała, ale nie. Owy obiekt bowiem się poruszał.
Shantis nie zauważyła dodatkowego cienia, który zbliżał się do niej. Zobaczyła czarną plamy przed sobą, dopiero kiedy była już na tyle blisko, że kiedy podniosła głowę i zobaczyła czym owa plama jest, nie zdążyła się zatrzymać i wyrżnęła o Okami'ego, który był tak bardzo zdziwiony, że nie zareagował, ani się nie odsunął kiedy Shantis podniosła głowę.
Podniosła łebek z ziemi i nie mogąc skojarzyć faktów, powoli wstała. Niestety, była już tak morderczo zmęczona, że tylko drugi raz spojrzała na wilka, a zakręciło jej się w głowie, zatoczyła się i upadła z przemęczenia.

*Pewnie mieliście nadzieję, że tego nie zrobi, ale tak dobrze to nie ma. z tym wiąże się jeszcze większa tajemnica.
** Tak, tak... miała już lekcje z astronomii i wiedziała dużo o położeniu gwiazd i ciał niebieskich.
*** xD Tak, wiem, wiem, ale przecież ja tylko staram się pisać to z chumorem

Uwaga!! Ogłaszam, ze nowe rozdziały będą się ukazywały regularnie co tydzień-w każdy weekend. Jezeli nie zrobie w jakis weekend powinny pojawic sie w tygodniu.

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział XII

Tej nocy Shantis nie zmrużyła oka. Kiedy zauważyła, że już jaśnieje, wyszła z jaskini ledwo żywa. Pobiegła, a raczej powlokła się w stronę polanki.
Kiedy tam doszła zaczęła rozglądać się i szukać Haru oraz Rina. Haru jeszcze nie było, ale zauważyła Jego. Zaczęła powoli podchodzić. Nie była do końca pewna czy znowu jej nie wyśmieje.
Jednak Rino kiedy tylko dojrzał Shantis, od razu do niej podbiegł.
- Hej! - zawołał - Jednak przyszłaś!
- Tak... Ale ledwo żywa! - odsapnęła Shantis
- Dlaczego?
- No cóż... W nocy nie mogłam zmrużyć oka...
- Ale czemu? - zapytał
- To dlatego, że... - zaczęła
- Powiedzieć mu, czy nie? - pomyślała
- ...to przez twojego ojca. - dokończyła
- Jak to? - Rino wyglądał teraz naprawdę głupio
- Znaczy się... przez Diablo...
- A jaka to różnica? - spytał zdziwiony
- Duża. Nie wiedziałeś?
- Ale o czym miałem wiedzieć?
- Hejka! - zawołała Haru, która właśnie przyszła
- Dobrze, że jesteś... - odparła Shantis
- Dlaczego? Znaczy się, oczywiście cieszę się, że ty się cieszysz, ale mówisz to tak jakoś nienaturalnie...
- Muszę opowiedzieć wam pewną historię... - powiedziała smutno Shantis
- Zaczynaj. - odparli oboje
- Moja matka - Shira, która jest Alfą w tej watasze... nie zawsze nią była... Kiedy była mała... - Shantis zaczęła opowiadać, dobrze wam znaną historię Shiry
W momencie kiedy doszła do ataku Diablo, nagle się zatrzymała, aby trochę wzmocnić powagę sytuacji.
- [...] i wtedy On się na nią rzucił! Nie uszła by z życiem, gdyby nie przybiegł mój tata. Wytłumaczył jej, że wilk, który Ją zaatakował to tak naprawdę... - zamilkła
- ...mój ojciec... - dokończył ponuro Rino
- Tak. - powiedziała Shantis patrząc na niego z niepokojem i jednocześnie współczuciem
- Nigdy nie miał dla mnie czasu! - zawołał melancholijnie
- To nie twoja wina... - odezwała się Haru  i podeszła, żeby go pocieszyć
- To prawda... - dodała Shantis
- Mam tego dosyć! - krzyknął Rino - Mam Jego dosyć!
- Rozumiem, że to trudne... - zaczęła Shantis - Ale w końcu masz jeszcze matkę.
- No niby, że mam, ale Ona jest taka bardziej dziewczyńska, a no wiesz, ja jestem chłopak i nie za bardzo wiem, co mogę z Nią robić...
- Prawda... Dla dziewczyn mama, a dla chłopaków tata. - poparła Haru
- A ty, coś o tym wiedziałeś? - spytała Shantis
- Ja? No co ty! - zawołał oburzony
- A może chociaż podejrzewałeś?
- No, wiesz... tata nigdy nie spędzał ze mną wystarczająco czasu, ale przecież każde dziecko uważa swojego ojca za bohatera i nie jest w stanie posądzać go o czyny niebohaterskie, a wręcz haniebne. Ja zawsze uważałem, ze mój tata jest taki super iż nie ma tyle czasu, żeby jeszcze się mną zajmować. - powiedział z żalem
- Oczywiście, że tak, ale czy nigdy nie widziałeś w Nim ani kszty zła? - drążyła Shantis
- Wiesz, tata w nocy wymykał się w dziwne miejsca, a kiedy raz się go spytałem, czy nie mogę mu towarzyszyć, posłał mnie do matki, żeby ta mnie do łóżka zagoniła. Niby normalna reakcja, jednak później kiedy pytałem się go w dzień, dokładnie o to samo, odpowiadał, ze jestem jeszcze za mały, a tam leje się dużo krwi i mógłbym mieć potem koszmary w nocy.
- Aha..., a kiedy go ostatnio widziałeś?
- Nie pamiętam, ale chyba dosyć dawno.... A tak wogule, to dlaczego zadajesz tyle pytań? - zapytał zdziwiony
- A, no bo wiesz... Interesuje mnie to tak jakoś i...tyle. A wiecie, że niedawno, bodajrze wczoraj... spotkało mnie coś naprawdę niezwykłego? - zgrabnie się wykręciła
- Nie... A co takiego? - spytała wyraźnie zaciekawiona Haru
- No cóż.. Tak właściwie, to spotyka mnie to już przez jakiś czas... - zaczęła budując napięcie
- No tak, ale co takiego?! - wykrzyknęła Haru
- Chciałaś powiedzieć, KTO taki... - odparła Shantis - Tak, wiec to zaczęło się kilka dni temu... - i tak rozpoczęła swoja opowieść, która tutaj opisałam w kilku rozdziałach
Opowiadała, ze szczegółami, pomijając jednak niektóre elementy, jak np. swoja rozmowę z mamą na temat Diablo. Kiedy zgrabnie zakończyła, na tym co działo się teraz, oboje słuchaczy było pod wielkim wrażeniem.
-  O R-A-J-U-S-I-U! - zawołała Haru - W ciągu kilku dni, tyle przeżyłaś i tyle odkryłaś! Zazdroszczę!
- No tak, ale raczej nie ma czego... - zaczęła wymijająco Shantis
- No co ty! Oczywiście, że jest! - zawtórował Rino
- No to może podaj choć jeden przykład, co? - zawołała wyzywająco
- W porządku! Podam, aż trzy przykłady! - zaczął
- Po pierwsze, miałaś wielkie szczęście, że to ciebie wybrał ten biały wilk.
- Po drugie, na pewno fajnie jest wejść na terytorium innej watahy.
- A po trzecie, ja również chciałbym poznać tego Okami`ego! - zakończył
- No cóż...- zaczęła Shantis i po dłuższym namyśle odparła - Chociaż na pierwsze nie mogę nic poradzić, to jednak na drugie i trzecie mam pewien sposób. Myślę, że mogę zapoznać Cię z Okami`m, a On, jeżeli Cie polubi, możliwe, iż pokaże Ci terytorium swojej watahy.
- Naprawdę? - Rino tylko na to czekał
- Tak, myślę, że tak.
Tak naprawdę Shantis, nie miała zbytniej ochoty, jeszcze raz spotykać Okami`ego. Dosyć niedawno, kiedy wybiegła z ich watahy, obiecała sobie, ze zapomni o tym wszystkim, jednak niechęć do Okami`ego, przewyższała wola spodobania się nowym kolegom. Shantis nie chciała, żeby byli zazdrośni, bo przecież wtedy historia z księżniczką, mogła się powtórzyć....
- Hej! No, a co ze mną? - zawołała Haru - Myślisz, że i mnie by polubił?
- To On wam aż tak przypadł do gustu? - spytała zdziwiona wilczyca, która przecież starała się pokazać Okami`ego, tak jak Ona go widzi. Może trochę przesadziła?
- No wiesz, na razie to tak za bardzo oceniać nie mogę, bo w końcu go nie znam, ale z twojego opisu wynika, ze jest całkiem miły. - wytłumaczyła Haru
- Aha... O.O Na serio?
- No tak, jasne. To kiedy moglibyśmy do niego pójść? - zapytał Rino
- Pojęcia nie mam... Wiem tylko, ze trzeba go uprzedzić.
- Tak, to wiadomo na pewno... A kiedy masz zamiar to zrobić?
- Nie wiem. Nawet nie wiem jak mu to powiedzieć... - odparła zawstydzona Shantis.
- Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? - skarciła się w myślach
- No to może... Ale ty dosyć słabo go znasz, prawda? - spytała Haru
- No tak... Tylko tyle co wam opowiadałam, czyli prawie wogule.
- I On nie spodziewa się twojej następnej wizyty? - dopytała się
- Pewnie nie spodziewa się mnie jeszcze kiedykolwiek ujrzeć na oczy. - uzupełniła Shantis
- Aha... Tak wiec, sytuacja jest dosyć kiepska, a ja nie mam żadnego pomysłu... - podsumowała Haru - Ale przecież wiesz, ze wcale nie musisz nas z nim zapoznawać? - dodała
- No, w sumie to nie muszę, ale bardzo bym chciała... - odparła mimo woli
- Ale wiesz, my się nie narzucamy... - powiedział powoli Rino
- Tak, tak...wiem... - rzekła Shantis - ...chwila!
- Co takiego?! - wykrzyknęli zgodnie
- Ale przecież Okami chciał poznać bliżej białego wilka! - zawołała Shantis, jak olśniona
- I co w związku z tym? - spytał mało domyślnie Rino
- No jak to? - krzyknęła Shantis - Przecież mogę mu zaproponować, ze postaram się sprawić, by ujrzał białego wilka, jeżeli tylko zechce poznać moich kolegów!
- Wspaniały pomysł! - wykrzyknęła Haru, a zrobiła to w taki sposób, jakby chciała same niebiosa za taki dar losu chwalic - Ale czy jestes pewna, ze chesz go tym bialym wilkiem zapoznawac?
- Nie, nie chce go zapoznawac, ale przeciez w umowie bedzie mowa, o tym ze sprobuje sprawic by ujrzal bialego wilka, i nic wiecej. A tak po za tym to jedynie, sprobuje, wiec nie wiadomo czy mi sie to uda... - powiedziala tajemniczo
- Aaaa... Tak, jasne. Juz rozumiem - odparla Haru - A myslisz, ze On sie zgodzi?
- Tak, mysle, ze tak. W koncu jest tym dosyc zainteresowany.
Przez chwile rozmawiali miedzy soba o szczegolach tego planu. Ustalili, ze Shantis pojdzie do Okamiego (i to zaraz) zeby poinformowa go o umowie, ktora miala byc dla niego bardzo korzystna. Ona sama nie byla przekonana co do tego pomyslu, ale czego sie nie robi dla mozliwych nowych przyjaciol... Miala poinformowac Rina i Haru, jezeli plan sie uda, a teraz wszyscy musieli wrocic do swoich jaskin. Shantis miala zamiar powiedziec mame, o podrozy.
- Wiesz, troche mi glupio. - zaczal Rino - Bo w koncu znamy sie jeden dzien, wczesniej nie bylem dla ciebie zbyt mily, a ty robisz dla mnie cos, na co nie masz najmniejszej ochoty... - dokonczyl zmieszany
- Ech, no wiecie... Ja tak naprawde robie to glownie dlatego, ze wczesniej tak malo wychodzilam i prawie nie spotykalam sie z innymi wilkami, a teraz chce to nadrobic i pokazac wam...oraz innym, ze jestem w porzadku. - odparla Shantis - Ale widze, ze byli by z was dobrzy przyjaciele - powiedziala cieplo
- Z ciebie rowniez.. - dodala Haru
I tymi slowami zakonczyla sie ta przedluzana rozmowa.

W jaskini Shantis powiedziala mamie, ze wybiera sie do lasu spotkac z kolega (na potrzeby operacji). Shira nie zadawala zbednych pytan i byla wyraznie zadowolona z tego co powiedziala jej corka.
Natomiast Nikos byl bardziej dociekliwy.
- Czy to z tym wilkiem, ktory byl tutaj cie szukac? - spytal
- Eeee... Nie wiem o kim mowisz... - powiedziala powoli Shantis i szybko wybiegla z jaskini
Nikos spojrzal zrezygnowany na Shire.
- Dajmy jej wiecej wolnosci. - odparla

Shantis spokojnie szla do lasu. Dobrze pamietala droge. Miala jednak nadzieje, ze Okami`ego nie bedzie w domu, poniewaz wtedy nie bedzie musial nic poswiecac. Oprucz godnosci.
W czasie drogi zajeta rozmyslaniami zboczyla ze szlaku i poszla w zla strone. Dotarla na pewna polanke.
- Dziwne... - pomyslala - Nie pamietam, zeby droga tedy biegla. Jednak skads znam to miejsce...
- Czy to mozliwe, ze... TAK!!! To wlasnie ta polanka na ktorej pierwszy raz spotkalam Okami`ego! Ale dlaczego wczesniej tedy nie szlam...? Tylko przez ten ciemny las... Czy wlasnie tamtedy biegnie glowna droga do ich watahy?
Shantis zaczela sie rozgladac dookola. Na razie nie miala odwagi isc dalej. Nawet gdyby ja miala i tak nie wiedziala by w ktora strone isc. Od tego miejsca byla wleczona i raczej nie miala wtedy ochoty obserwowac krajobrazow, ale miala nadzieje, ze tym razem nikt nie kryje sie za krzakami...
Zauwazyla, ze ta niewielka lesna polanka jest tak naprawde czterema stronami swiata. Na piachu zostal narysowany kompas.
- Dziwne... Dlaczego sie jeszcze nie zmazal? Dam glowe, ze wczesniej go tutaj nie bylo!
Na polnocy byla dalsza czesc lasu, na wschodzie sciezka, ktora zapewne dokads prowadzila, przyszla z poludnia, a na zachodzie byly geste zarosla.
- Hmmm... Co robic? - myslala Shantis
Kazda inna osoba wybrala by sciezke, ale Ona nie byla taka jak inni. Shantis rozejrzala sie jeszcze raz i podesla do chaszczy. Przyjrzala im sie. Byla pewna, ze cos za nimi jest. Zaczela przedzierac sie przez pierwsze najgorsze zarosla. Dookola byly klujace krzaki, ale startala sie je omijac. Niestety nie obeszlo sie bez kilku zadrapan.
Po co to robila? To proste. Byla ciekawa. Ciekawa tego co moze za nimi byc.
W pewnej chwili nawet chciala zawrucic, bo w koncu takie krzaczyska ciagnac sie mogly bez konca, jednak dojrzala swiatelko w tunelu. Przeswit slonca. Przymknela oczy i zaczela przedzierac sie w jego strone.
Doszla do tunelu. Tunelu z lisci i krzewow, ktorego sklepienie tworzyly galezie drzew. Odetchnela z ulga, ale nagle przypomniala sobie, ze przeciez bedzie musiala wrócić ta sama droga. Zawachala sie. Czy isc dalej, czy dac juz sobie spokoj z tym odkrywaniem?
- No trudno. - pomyslala - Raz sie zyje, a teraz nie ma juz odwrotu.

czwartek, 17 lipca 2014

Ogloszenie

Tak, więc mam dla was krótkie ogłoszenie. Chodzi o rozdziały. Na niektórych blogach w czasie wakacji admini piszą więcej rozdziałów. Natomiast u mnie jest dokładnie na odwrót i teraz przez cale wakacje rozdziały ukazywać się będą dosyć rzadko. Następny wyjdzie już niedługo, a najprawdopodobniej jeszcze w tym tygodniu, ale następne możliwe iż dopiero w następnym miesiącu.

Ps. Mogę się wytłumaczyć faktem iż w czasie wakacji jestem zajęta bardziej zabawa niż pisaniem, a tak poza tym to przecież w czasie roku szkolnego, a tak dokładniej w maju i czerwcu dostaliście dużo rozdziałów.

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział XI

Troje wilków biegło przez las. Shantis nie miała bladego pojęcia o tym, gdzie można znaleźć dobrą zwierzynę, ale na szczęście Rino był bardziej zorientowany.
- Tędy! - zawołał - Znam świetne miejsce!
- Ok, liczymy na ciebie! - krzyknęła Haru
Rino doprowadził ich do bardziej zagęszczonej części lasu. Shantis i Haru były tu pierwszy raz, ale On z pewnością dobrze znał to miejsce.
- No dobrze. Chodźmy tędy. - powiedział i poprowadził je do ciemnej jaskini



- Ale tutaj nie znajdziemy żadnej zwierzyny! - zawołała Haru
- Żywej nie... - powiedział tajemniczo
- Jak to ŻYWEJ?! - krzyknęła Shantis
- Zobaczycie!
Poprowadził je bardziej w głąb, gdzie leżały kawałki mięsa.
- Skąd znasz to miejsce? - zapytała Shantis, która była pod wrażeniem ilości zwierzyny
- Kiedy byłem mały przychodziłem tutaj z tatą... - powiedział bardziej smutno, jakby apatycznie
- Czy On już nie... - zaczęła Shantis
- Nie, nie! On nadal żyje. - pospieszył z wyjaśnieniem - Tyle, że opuścił nas i poszedł w swoją stronę...
- Dlaczego?
- Nie wiem. Chyba mu na nas nie zależało... - odparł
- Hej, może już zabierzemy tę zwierzynę? - zapytała zniecierpliwiona Haru
- Tak jasne! - zawołała Shantis - A jak się nazywał? - spytała jeszcze Rina
- Diablo
W Shantis coś zawrzało. Te imię budziło grozę.
- Aha... rzeczywiście już weźmy tę zwierzynę! - zmieniła temat
Troje wilków zabrało w pyskach tyle mięsa ile się dało. W Shantis i Haru budziło Ono obrzydzenie, ale znosiły to dzielnie. Rino sprawiał wrażenie, jakby jemu to nie przeszkadzało....

Wrócili na polankę jeszcze przed końcem czasu. Nauczyciel zrobił zdziwioną minę na ich widok.



Nie spodziewał się, że przyniosą tyle zwierzyny. Jednak nie był zadowolony tym, że nie była już nowa. Ostatecznie powiedział, że zdali, ale na następny raz powinni sami coś upolować, a nie polegać na innych wilkach i zabierać im łupy.
- Uff... - powiedział Rino - Dobrze, że chociaż przyjął to mięso, bo prawie nie mieliśmy szans na samoistne upolowanie czegoś.
- Tak... - powiedziała Haru
- Wiecie, ja już muszę wracać, ale fajnie było. - odparła Shantis
- To prawda. Tak sobie myślałam, że może się jeszcze spotkamy? - zapytała Haru
- No nie wiem... - spojrzała na Rina
- Ech, wiesz.... ja nie mam nic przeciwko! - zawołał - I sorry za to jak wcześniej Cię traktowałem, ale wiesz... musiałem lepiej Cię poznać. - zwrócił się do Shantis
- Eee tam... Nie ma o czym mówić... - zaczęła - Może to ja uciekałam od wilków...
- Wiesz, każdy czasem lubi pobyć sam...
- Może i tak, ale wiedz, że od teraz będę codziennie przychodzić na polankę! - zadeklarowała
- Serio?
- Znaczy się, czasem mogę nie mieć czasu, ale no wiesz...
- Tak, wiem. To do jutra! - zawołał za Nią
- Jasne! - odkrzyknęła

Shantis wróciła do jaskini i resztę dnia spędziła na wylegiwaniu się, oraz pisaniu w pamiętniku.
Wieczorem kiedy Shira przyszła życzyć jej dobrej nocy, Shantis nagle spytała
- Mamo... ja tak tylko pytam, ale czy znałaś może kiedyś jakiegoś Diablo?... - wykrztusiła
Shira przymrużyła oczy
- A skąd ci przychodzi na myśl takie pytanie?
- Tak z ciekawości... - odparła Shantis
- No więc, tak. Znałam i co więcej ZNAM pewnego Diablo. - zaczęła - Jest On największym i najniebezpieczniejszym wrogiem jakiego miała ta wataha. Jego jedynym celem jest zemsta. Krwawa zemsta na tych, którzy niegdyś go pokonali.
- A kto taki go pokonał? - zapytała Shantis, która czuła jak krew zastyga jej w żyłach
- Otóż, Nikos. Twój ojciec. A, ponieważ Diablo szczerze go nienawidzi, za cel postawił sobie zabrać mu to co jego sercu najbliższe.
- Czyli co? - spytała
- Czyli... Nie wiem. - Shira w porę się powstrzymała, jakby przed wygadaniem jakiejś tajemnicy
- Ale, czy to znaczy, że będzie atakował naszą watahę? - Shantis chciała znać każdy szczegół, chociaż wiedziała, że nie wyjdzie jej to na dobre.
- No cóż... To możliwe... ale teraz już idź spać i nie zaprzątaj tym sobie tej swojej ślicznej główki! - zawołała
- Tak mamo... - powiedziała Shantis, jakby w transie bo cały czas rozmyślała

Kiedy Shira wyszła Shantis zaczęła uporczywie myśleć
- Czy Rino wiedział, że jego ojciec szczerze nienawidzi naszej watahy i chce nas wszystkich pozabijać? - zastanawiała się - Ale przecież i On należy od tej watahy! Nie, na pewno o niczym nie ma pojęcia! A może to jakiś podstęp? Jeżeli tak, to ja pierwsza go powstrzymam!
- Ale zostaje jeszcze biały wilk. Również jego tajemnicę muszę poznać. Jednak nie potrzebuję niczyjej pomocy! - zawołała to tak pewnie...
W końcu położyła się na ziemi, a w nocy śniły jej się koszmary.

Była sama w ciemnej jaskini. Dookoła słyszała głosy. Bardzo się bała, ale szła dalej. Nie mogła się zatrzymać. Nie mogła!
Nagle usłyszała wycie, a zaraz potem głośne warczenie. Zastygła w strachu jak sparaliżowana. Zobaczyła JEGO. To był Diablo.
Zaczęła biec, ale nie mogła mu uciec. Dokoła słyszała głosy.
- Nie dasz rady...
- Uciekaj...
- On i tak cię dopadnie...
- Zginiesz...
- Poddaj się...
- Daj się rozszarpać...
- Nie masz już sił...
Istotnie. Nie miała. Czuła jak długi bieg wykańcza ją fizycznie. Teraz już jedynie walka o własne życie pozwalała jej biec dalej.
Zabrakło jej tchu. Czuła jak Diablo się na nią rzuca.
- NIE! - zawołała

Obudziła się cała zlana potem. Jednak czuła, że to nie był zwykły sen. Wydawał się taki prawdziwy, jakby miał się spełnić. Wiedziała, że to przepowiednia i co więcej wiedziała kto ją jej przysłał...
Tej nocy już nie zasnęła.

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział X

Shantis musiała działać szybko.
- No dobrze... - powiedziała również na głos
- No chwila, ale co niby ,,dobrze"? - zapytała zdziwiona Charli
- Em, no ten. Chodzi o to że... - zaczęła
- ...chodzi o to, że już nie będziemy więcej hałasować. - dokończył Okami
- W porządku, ale mam nadzieję, że położycie się spać, co?
- No jasne, że tak! Przecież od tego jest noc!
Charli jeszcze się upewniła i wróciła do swojej jaskini z nadzieją, że da radę usnąć. Okami i Shantis zrobili to samo.

Kiedy weszli do środka Shantis ułożyła się na ziemi, ale Okami nie dał jej zasnąć i od razu zaczął wypytywać. Na nic się nie zdały przekonania Shantis, że lepiej to zrobić rano. Chciał wszystko wiedzieć teraz. Kiedy Ona próbowała przemówić mu do rozumu faktem iż jest zmęczona, przekonał ją mówiąc
- Wiesz, kiedy mi wszystko opowiesz, dam ci już spokój i będziesz mogła zasnąć - to poskutkowało
Shantis ułożyła się w wygodnej pozycji i słuchała pytań Okami'ego.
- No dobrze, więc może na początek powiesz mi, dlaczego wtedy kiedy wyszedłem z jaskini, żeby zobaczyć dlaczego Cię nie ma, ty nagle strasznie się wściekłaś i zaczęłaś mnie wyzywać od najgorszych?
- A no tak. No bo ja wtedy zobaczyłam białego wilka. I to nie jest tak, że ja go jakoś szukałam, tylko On sam znalazł mnie!
- Jak to? - zapytał
- Obudziły mnie dziwne szelesty i wstałam, żeby zobaczyć co je wydaje. Wtedy go zobaczyłam. Zaczął do mnie podchodzić i kiedy był tuż, tuż... no cóż, zjawiłeś się ty, a On uciekł.... - powiedziała jeszcze z nutką złości w głosie
- Acha... ale niby dlaczego uciekł kiedy JA przyszedłem?
- Nie wiem. Może nie chciał żebyś i ty usłyszał, coś bardzo ważnego co zamierzał, mi przekazać... To miała być tajemnica i nikt inny nie mógł się o niej dowiedzieć... A może nie ty zostałeś wybrany przez los... - powiedziała tajemniczo i całkowicie poważnie, nawet jakby to miało być normalne
- I myślisz, że to ty zostałaś wybrana? - spytał
- TAK - odpowiedziała
- A może On po prostu się pomylił?
- Nie sądzę. - powiedziała kpiąco
- A zobaczymy. Spróbujmy jeszcze raz. Może mu jakoś wytłumaczysz, że ja jeżeli trzeba umiem dochować tajemnicy?
- A niby dlaczego mam to zrobić? - zapytała chytrze
- W końcu wisisz mi przysługę...
- No, może... Ale ja nie dam rady mu tego dobrze wytłumaczyć, jeżeli nie przekonam się o prawości tego twierdzenia.
- A jakie masz wątpliwości?
- Powiem tyle, że duże.
- No dobrze, ale jak mam niby Cię przekonać? - zaczął
- Nie wiem.
- To niby ja mam wiedzieć? - O.O
- Tak! A teraz mogę już iść spać? - zapytała
- Chyba tak...
- W porządku, to oby nie do jutra. - powiedziała
Shantis położyła się na powrót i znowu spróbowała zasnąć.

Okami jeszcze trochę rozmyślał. Koniecznie chciał się dowiedzieć więcej o tym tajemniczym białym wilku, choć tak naprawdę wcale go nie widział. Ale Shantis go widziała i po tym jaką miała minę, wiedział, że to z pewnością niezapomniany widok.
Jednak, musiał przekonać Shantis co do swojej prawości i tego, że wcale nie jest taki wredny za jakiego Ona go uważa.
Nagle wpadł na świetny pomysł. Jednak zamierzał rozpocząć wprowadzać go w życie dopiero następnego dnia.
- Oby do jutra - pomyślał

Następnego dnia przypadał poniedziałek, więc Shantis musiała wracać do swojej watahy na lekcje. Szybko wstała i powiedziała Charli, że już musi wracać.
Ta trochę się przejęła, ale kiedy Shantis jej wytłumaczyła jak wygląda sytuacja, w końcu się zgodziła. Na szczęście Okami jeszcze spał, więc mogła wyjść bez niepotrzebnego towarzystwa. Szybko pobiegła przez las. Nie miała pojęcia, która była godzina (wilki w końcu nie maja zegarków) ale wiedziała, że powinna się pospieszyć.
Kiedy dobiegła do watahy szybko odnalazła polankę na, której odbywały się poranne lekcje łowów. Już się nie mogła doczekać.



Wszystkie wilki już tam były. Shantis szybko do nich dobiegła.
- No proszę, proszę... Panna spóźnialska! - zawołał, znany wam już czarny wilk
- Zamknij się! - krzyknęła
- Oooo.... Znowu rozkazy?
- Przestań Rino! - zawołał nauczyciel
- Dobra, już dobra... - odwarknął Rino

- No dobrze. Dzisiaj będziemy pracować w parach. - powiedział nauczyciel - Proszę się dobrać.
Każdy wybrał sobie kogoś, kogo lubi. Tylko Shantis stała jak głupia, bo nie wiedziała kogo lubi, albo chociaż kto lubi ją.
W końcu została tylko Ona, więc nauczyciel przydzielił ją do jakiejś dwuosobowej grupy. Nawet się nie zastanowił. Popchnął ją po prostu do dwóch innych wilków.
Shantis do nich podeszła.
- Cześć - powiedziała nieśmiało
- Hejka - zawołała wilczyca, która wyglądała na miłą - Ja jestem Haru, a ty?



- Ja jestem Shantis. Miło mi Cie poznać. - odezwała się
- Mi również. - uśmiechnęła się Haru
W tej chwili podszedł do nich drugi wilk. Niestety chyba się domyślacie kto to był...
- O, hej! - zawołał - Chwila, co TY tutaj robisz?! - krzyknął Rino spoglądając na Shantis
- No, ten. Ja zostałam przydzielona do waszej pary...
- Czemu, akurat do naszej?! - zawarczał
- Nie wiem, ale wiedz, że i ja nie jestem z tego powodu bynajmniej zadowolona!
- Ej, no chwila! Natychmiast przestańcie się kłócić! - krzyknęła Haru - Przecież mamy pracować jak drużyna!
- No wiem. Ale ON coś do mnie ma! - zawołała Shantis
- Wcale, że nie! To ty się rządzisz! - krzyknął Rino
- Ja wcale się nie rządzę!
- Właśnie, że tak! Znaczy, może i teraz nie, ale jestem pewien, że niedługo zaczniesz!
- RINO! - krzyknęła Haru - Shantis wcale się nie rządzi, więc przestań jej dokuczać! - W końcu dopiero co ją poznaliśmy i nie można wyciągać pochopnych wniosków!
- Ja już JĄ znam bynajmniej dłużej niż TY! - krzyknął tym razem do Haru
- Chwila... cicho! - zawołała Shantis
- No i mówiłem, że będzie się rządzić!
- Nie, nie... Ja tylko... Posłuchajcie. - powiedziała cicho
- Nie zamierzam...
- Chwila, Rino ucisz się. Nauczyciel coś mówi. - powiedziała Haru
- No właśnie! - zawołała Shantis

- No dobrze. Możecie zaczynać! - usłyszeli
- No pięknie! - zawołał Rino - Nie słyszeliśmy co mówił nauczyciel!
- I co teraz? - zapytała cicho Shantis
- Nie wiem - powiedziała Haru
- Inne wilki poszły do lasu, więc może i my chodźmy? - zapytał Rino
- Dobry pomysł! - zawołała Shantis
- Serio? - zapytał zdziwiony Rino
- No oczywiście! Przecież nawet księżniczka, czasem potrzebuje pomocy! - powiedziała śmiesznym tonem
- Ha ha ha - zaśmiał się
- Chodźcie już! - zawołała Haru
Troje wilków pobiegło do lasu. Shantis była z siebie zadowolona. Może w końcu znajdzie jakieś bratnie dusze?
Kiedy weszli bardziej w głąb, zaczęli iść wolniej. Shantis zaczęła się przyglądać Rinie. Miał czarno białe futro (dlaczego wcześniej tego nie zauważyła?), czerwone oczy i ogólnie sprawiał wrażenie miłego.



- Jak to możliwe? - myślała Shantis
W tym momencie Rino się do niej odwrócił, a Ona zaczęła udawać, bardzo zainteresowaną swoimi łapami.
- No i co teraz? - zapytała Haru
- Nie wiem - powiedział Rino
- No cóż, chyba ja mam pewien pomysł... - powiedziała Shantis niepewna co do trafności tego stwierdzenia
- Jaki? - spytała Haru
Shantis poczuła się przytłoczona ich spojrzeniami, ale zaczęła mówić.
- No cóż, oczywiście nie wiem, co powinniśmy zrobić, ponieważ też nie słyszałam nauczyciela, ale ma pewien pomysł. Dzisiaj miały być zajęcia z polowania, więc zapewne musimy po prostu coś upolować.
- No tak! Oczywiście! - zawołał Rino - Nauczyciel przecież miał zrobić takie zajęcia w plenerze. Musimy po prostu przynieś jak najwięcej upolowanej zwierzyny, w jak najkrótszym czasie.
- No to zaczynajmy! - krzyknęła Haru
Nagle usłyszeli krzyk nauczyciela.
- Została godzina!
- Szybko! - zawołali wszyscy na raz

wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział IX

Kiedy Okami wrócił do swojej watahy, ani Charli, ani Shantis nie było na zewnątrz. Po podwórku biegały różne wilki, ale po nich ani śladu. Zdziwiony zaczął się rozglądać. Uświadomił sobie, że zapewne są w leży. Zajrzał tam. I rzeczywiście. Shantis leżała na ziemi, ale była przytomna. Charli stała przy niej.
- Na szczęście - pomyślał Okami
- O, witaj Okami. - powiedziała Charli na jego widok
- Cześć - odezwał się powitany
- Na razie Shantis nie może wrócić do swojej watahy, jeszcze by coś się jej stało. Powiadomiłeś jej rodziców? - zapytała Charli
- Tak, jasne! Chcieli tu przyjść osobiście, ledwo co ich odwiodłem od tego pomysłu.
- To dobrze. I nie o to chodzi, że nie chcę ich wizyty, ale nie jesteśmy przygotowani i nie wiedziała bym co im powiedzieć.
- Aha - odpowiedział
- Na razie jak już mówiłam Shantis musi zostać tutaj. - odezwała się - I mam nadzieję, że tym razem nie będziesz próbowała uciekać? - rzuciła żartobliwe pytanie do Shantis
- Nie. - odpowiedziała, nadal z lekkim poczuciem winy
- W takim razie może ja już sobie pójdę? - zapytała Charli
- Jak uważasz. - powiedział obojętnie Okami
- Więc pójdę. - odparła Charlie i wyszła z jaskini
- No, więc. Może opowiesz coś o sobie? - zapytał po chwili Okami
- No nie wiem... - zawahała się Shantis
- Zauważ, że ty o mnie wiesz więcej niż, ja o tobie!
- A co byś chciał wiedzieć? - spytała niepewnie
- No, na przykład o co się pokłóciłaś z tym czarny wilkiem z obręczą na szyji?
- Sama nie wiem, czy to dobry pomysł...
- Przecież nikomu nie wygadam! Serio!
- Ale to nie jest żadna tajemnica. - westchnęła Shantis
- To dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
- Dlatego, że nie lubię o tym rozmawiać.
- Niby czemu? - zapytał dociekliwie
- No bo... Ja się wcale z nim nie pokłóciłam. On od początku był co do mnie uprzedzony...
- Ale jak to możliwe? Musiałaś coś zrobić, przecież bez powodu by tak o tobie nie myślał!
- Sęk w tym, że ja nic nie zrobiłam. Wystarczyło to, że jestem córką Alf. Myślał, że jestem rozkapryszona, samolubna i dumna. Zresztą nadal tak myśli.
- W takim razie z nim porozmawiaj!
- Słucham?! O czym ty mówisz, On nigdy w życu nie zrozumie! - oburzyła się Shantis
- Skąd wiesz, skoro nie próbowałaś? - zapytał Okami
- Bo go znam!
- A może niewystarczająco dobrze?
- Bo niby ty znasz go lepiej?
- Nie, nie znam go lepiej i może i jest co do ciebie uprzedzony, ale i tak uważam, że powinnaś z nim porozmawiać.
- Ty nic nie rozumiesz. - burknęła wilczyca
- Nie, to ty nic nie rozumiesz. Ale rób jak chcesz i bądź z nim skłócona do końca życia, proszę bardzo! Jedna później nie mów mi, że chciałaś się z nim pogodzić, bo ci nie uwierzę. - oznajmił wilk
- Ale ja chcę się znim pogodzić! - krzyknęła - Od początku chciałam się zaprzyjaźnić, tylko On odbierł to kompletnie na odwrót.
- W tkim razie sprawd aby odebrał to inaczej. - poradził Okami
- Bo ty to wiesz najlepiej... - prychnęła
- Nieważne, skończmy ten temt. - westchnął i nie czekając na odpowiedź rozpoczął kompletnie inna rozmowę - No a czemu wtedy na wzgórzu tak dziwnie milczałaś? - spytał
- Dlatego, że wtedy zobaczyłam coś naprawdę nadzwyczajnego. - powiedziała Shantis, postanawiając powiedzieć mu o co chodzi - Postać białego wilka, która była tak piękna, że nawet nie możesz sobie tego wyobrazić. Był On tak wspaniały i godny, tak majestatyczny, że kiedy tyk go ujrzałam zapragnęłam już nigdy nie spojrzeć na nic innego. Jednak było to ulotne uczucie, a kiedy w nim trwałam nie miałam żadnego kontaktu z otaczającym mnie światem. Nie umiałam myśleć o niczym innym. - opowiedziała
- Rany... - zawołał z podziwem Okami. - I co? Stało się coś jeszcze?
- W sumie, to tak. Wydaje mi się, że kiedy byłam w transie duch wilka przeniknął do mojego umysłu z niewiadomym zamiarem.



- Serio? A jesteś ciekawa dlaczego to zrobił?
- Sama nie wiem... Chociaż... Tak, myślę, że jestem lekko ciekawa.
Okami o nic więcej już nie pytał, obrócił się w swoją stronę i rozmyślał. Shants starała się robić to samo, jednak już po chwili zasnęła.

Był środek nocy. Shantis obudziły dziwne szelesty na dworze. Zdziwiona otworzyła oczy. Nie miała ochoty na wstawanie, jednak ciekawość wzięła górę. Powoli uniosła głowę, która teraz wydawała się być o wiele cięższa niż zazwyczaj. Rozejrzała się wokoło. Z początku nie zobaczyła nic podejrzanego, więc musiała (niestety) wstać i wyjść z jaskini.
Kiedy znalazła się na zewnątrz ujrzała...



...białego wilka, który stał przed jaskinią i jakby na Nią czekał

Przez chwilę stała tylko i patrzyła się jak oniemiała. Nie mogła w to uwierzyć. Przecież to Ona go szukała, a w gruncie rzeczy to On odnalazł ją!
Starała zachowywać się cicho. Nie chciała znowu go wystraszyć! Chociaż nie była pewna, czy wtedy to z tego powodu uciekł.... Może był inny...
A On z początku tylko się odwrócił i popatrzył na nią tym swoim, mądrym wzrokiem. Potem z wolna zaczął się przybliżać, a młoda wilczyca nie mogła uwierzyć w to co właśnie widzi.
Kiedy był już tak blisko... nagle z jaskini wybiegł Okami, a biały wilk w jednej chwili uciekł. Shantis odwróciła się do przybyłego z wściekłym wyrazem twarzy. Tak, była naprawdę bardzo zła.
- Jak mogłeś! - zawoła
- Chwila, o co ci chodzi? - zapytał kompletnie zdezorientowany
- O to, że byłam już tak blisko, tak blisko... a TY musiałeś się wtrącić! - krzyknęła
- Wcale się nie wtrącałem! - zaprotestował
- No, ale wyszedłeś z jaskini!
- No i co? Nie wolno mi?
- Wolno, ale nie w takim momencie! - zawołała
- O rany, daj spokój, a co niby było tak ważne, że nie mogłem wyjść z jaskini?
- Na przykład to, że właśnie spotkałam białego wilka! - postawiła się
- Ale jak to?
- Ale tak to!
- No w porządku, ale wytłumacz mi proszę w czym JA wam przeszkadzałem!
- Ja sądzę, że w niczym, ale On kiedy tylko przyszedłeś, po prostu uciekł!
- No i to niby ma być moja wina? - zapytał
- Wyobraź sobie, że tak!
I właśnie w tym momencie przyszła Charli.
- Ej no, co tutaj się wyrabia? - zapytała - Kłócicie się, w porządku, ale żeby w środku nocy!?
- No bo, Shantis widziała... - zaczął Okami
- Nie mów jej! - zawołało błagalne spojrzenie Shantis
- Ale czemu? - pytało spojrzenie Okami'ego
- No bo... nie mogę ci powiedzieć! - Shantis po prostu spuściła głowę
- Jeżeli nie możesz mi powiedzieć, to zaraz dowie się o tym Charli! - zawarczał Okami i przesłał jej kolejne spojrzenie
- Ej, no! Powiecie w końcu, czy nie? - spytała Charli
Okami ostatni raz spojrzał na Shantis. Z jego spojrzenia wyczytać można było bardzo wiele.
- No, więc jak? - powiedział już na głos
- Ja... - Shantis zastygła w bezruchu

piątek, 30 maja 2014

Rozdział VIII

Shantis biegła przed siebie. Nie wiedziała gdzie i nie obchodziło jej to. Byle by tylko stąd uciec! Nie wiedziała co ją napadło. Po prostu kiedy Okami wspomniał o tym wilku w kolczastej obręczy, coś jakby w niej zawrzało. Nie mogła się powstrzymać. Wiedziała, że On ją goni, ale miała nadzieję go zgubić.
- No świetnie! - myślała wściekła - I co sobie teraz o mnie pomyśli? Na pewno nic dobrego! Chociaż... Nie, nie powinnam teraz o tym myśleć! Powinnam myśleć o czymś innym! - pomyślała - No tak... Ech...tylko bardzo ciekawe o czym...
Skoro nie wiedziała o czym myśleć, spróbowała nic nie myśleć. Było to dosyć trudne, mieć taką pustkę w głowie. Trudne, ale nie, niewykonalne.
Zamknęła na chwilę oczy, ale zważywszy na to że biegła, to nie był zbyt dobry pomysł, ponieważ nagle wyrosło przed Nią olbrzymie i twarde (niestety) drzewo. Nie zauważyła go, więc wpadła na nie. Zakręciło jej się w głowie i chociaż próbowała otworzyć oczy, nie mogła. Zobaczyła ciemność, zatoczyła się i upadła na ziemię.

W czasie kiedy leżała nieprzytomna działy się różne rzeczy, ale Ona była całkowicie tego nieświadoma. Widziała tylko ciemność, więc właściwie nic nie widziała.
Cały czas, gdzieś w głębi swojej podświadomości, jedynie siłą umysłu, usilnie starała się podnieść powieki.
Nagle coś zamigotało jej przed oczami. Zobaczyła jakieś nierozpoznawalne plamy, które zaczęły powoli składać się w całość. Usłyszała głos. Nie! Wiele głosów!
- Czy [...] żyje? - dotarł do Niej urywek zdania
- Nie [...] Tak! - kolejny
Zaczęła szybko i uporczywie mrugać oczami, z chęcią zobaczenia wszystkiego wyraźnie. Obrazy powoli zaczynały składać się w sensowną całość.
- Hej! Popatrz, budzi się! - zawołał ktoś
Shantis przymrużyła oczy i z trudem zerknęła w górę. Zobaczyła twarze...wilków... Tak, wilków! Przyjrzała się dokładniej. Rozpoznała Okami'ego...
- No tak... -_- - pomyślała
Oprócz niego była jeszcze jakaś wilczyca... nie widziała dokładnie kto to taki... Chociaż jej twarz wyglądała znajomo. A tak! Oczywiście! To była matka Okami'ego, Charlie - pielęgniarka.
- Tylko co Ona tu robi? - zastanawiała się - Chwila...inaczej... CO JA TUTAJ ROBIĘ? - wrzasnęła w myślach, ponieważ inaczej nie była w stanie
Gapili się na nią jak na nieboszczyka. Musiała coś powiedzieć, ale czuła się bardzo źle.
- Co ja tutaj robię? - zapytała
- Em... No ten... Leżysz jeśli dobrze mi się zdaje... - powiedział Okami
- A oprócz tego? - spytała nie dając za wygraną
- Nie wiem. Może rozmawiasz ze mną i pokazujesz po sobie, że nie jesteś już omdlała? - zaśmiał się
- Okami! - zawołała Charlie - Trochę grzeczniej!
- A co? Tak nie jest wystarczająco grzecznie? - zapytał
- Nie!
- No sorry, że czuję się swobodnie!
- Możesz czuć się swobodnie, znaczy... nie ważne! - krzyknęła zrezygnowana
Teraz to Shantis się przyglądała, ponieważ postanowiła, że nie będzie się wtrącać.
Kiedy zakończyli kłótnię znowu spojrzeli na nią, a Ona znowu poczuła się lekko niezręcznie, ponieważ nie cierpiała być w centrum uwagi. Kiedyś to lubiła. Ale to było kiedyś i dawno już o tym zapomniała. Postanowiła, że może już wstanie z tej niewygodnej ziemi.
Nie zamierzała robić tego wolno, jak jakaś stara wilczyca, więc szybko postawiła prosto łapy i podniosła się z ziemi. Zachwiała się, ale udało jej się utrzymać równowagę. Od razu kiedy stanęła na czterech łapach podeszła, a raczej spróbowała podejść do pobliskiego drzewa.
- Eee... Shantis? Co ty najlepszego wyprawiasz? - zapytał Okami, jednak Ona nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi
- Shantis? - zapytała zdziwiona Charlie
- Tak. To jest jej prawdziwe imię. - wyjaśnił wilk - Nie wiedziałaś? Myślałem, że powiedziała wam wtedy w jaskini.
- Nie, nie powiedziała. Byłam święcie przekonana, że nazywa się Nina. A ty jak się tego dowiedziałeś? - spytła zaciekawiona Charlie
- No bo ja... - zaczął Okami, jednak nie zdążył dokończyć bo jakieś zwierzę wybiegło z lasu i potrąciło Shantis, której właśnie udało się zrobić kilka kroków bez wywrotki
Wilczyca przewróciła się, huknęła głową o ziemię i znowu straciła przytomność.
Tym razem była nieprzytomna dosyć długo. W tym czasie Okami i Tsube, który akurat przyszedł, zdążyli wygonić psa z terenu watahy.
Charlie przyjrzała się Shantis z troską. Omdlenie dwa razy jednego dnia to nic dobrego. Ona coś o tym wiedziała. Postanowiła powiadomić matkę Shantis. Tyle, że nie wiedziała gdzie znajduje się jej wataha. Postanowiła zapytać się o to Okami'ego.
- Okami, wiesz gdzie znajduje się wataha Shantis? - zapytała z troską
- Shantis? - zapytał ze zdziwieniem Tsube
- Tak, Shantis. To jest prawdziwe imię Niny. - wytłumaczył raz jeszcze Okami
- A skąd ty to wiesz? - spytał Alfa
- Wiesz, może powiem ci innym razem, co? - zaproponował Okami - Wracając do tematu watahy. Tak, wiem gdzie ona jest. Głównie dzięki temu dowiedziałem się jak się naprawdę nazywa Shantis. Chociaż... Dobra, powiem wam i teraz. Rano poszedłem do jej watahy i zacząłem wypytywać o Ninę, ale nikt nie znał tam wilczycy o takim imieniu. To samo w sobie dawało do myślenia, w końcu byłem pewien, że to jej wataha. Na koniec zapytałem się samych Alf, jednak i oni nic nie wiedzieli. - A no właśnie, zapomniałem wam wspomnnieć, że rodzice Shantis to Alfy. - Mówili jedynie, że ich córka - Shantis jest jak z mojego opisu. Kiedy w końcu znalazłem Shantis wypytałem ją o to wszystko i wtedy mi powiedziała. Przy okazji wyjaśniła również to, co wyjaśniła wam już jakiś czas temu.
- Powiedziała ci? - zapytała Charlie
- Tak. I naprawdę nie uważam, żeby wtedy ta cała gadka z liśćmi palmowymi była potrzebna.
- No cóż... - westchnęła Charlie - Wiem, że nie powiedziałaby nam gdybyś ty tam był.
- Tia... No, ale strasznie zboczyliśmy z tematu. Więc co z tą watahą? - zapytał już z uśmiechem na ustach Okami
- A no tak... Więc gdzie ona jest? - spytała Charlie
- No cóż, to dosyć daleko od naszej watahy. Tak jakoś 30 minut drogi.
- Hmm... No nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby ją tam wlec... - powiedziała po chwili
- Raczej nie. - wtrącił się Tsube
- No to co zrobimy? - zapytała zmartwiona Charlie
- Na pewno należy w jakiś sposób powiadomić jej rodziców
- Tak, to prawda. Ale jak? - spytała zdziwiona
- Nie wiem. Może, Okami pójdzie?
- Tak, to dobry pomysł. Okami? - Charlie spojrzała na Okami'ego
- Tak, jasne. Spoko. Pójdę... - odezwał się wilk, o którym była mowa

Przeszedł przez las ta samą drogą, którą szedł pierwszy raz. Kiedy doszedł na miejsce, zaczął szukać wilków, które wcześniej spotkał. Pamiętał jak wyglądali rodzice Shantis, ale nadal nie wiedział gdzie może ich znaleźć. Ostatnio po prostu na nich wpadł, a teraz?...
Najpierw obszedł teren watahy wzdłuż i wszerz, następnie zajrzał na polankę, wszedł do każdej jaskini. No...prawie każdej... Była jeszcze jedna, o której zapomniał, albo nawet jej nie zauważył.
Kiedy minęło około godziny, a Charlie i Tsube już zaczęli się o Okami'ego martwić, wreszcie odkrył tę ostatnią jaskinię. Wszedł do środka, pewien, że to właśnie tam zastanie rodziców Shantis. A tutaj niespodzianka! Jaskinia była pusta. Zrezygnowany padł na grunt.
- Nie no! Jak Oni się w tej watasze odnajdują? - pomyślał
Nagle usłyszał kroki i do jaskini weszła Shira ze śmieszną miną. Jak widać była bardzo zdziwiona jego kolejną wizytą.
- No nareszcie! - zawołał Okami
- Jak to ,,nareszcie''? - zapytała zdziwiona Shira - Czekałeś tu na mnie? Już ci przecież mówiłam, że w naszej wtasze nie ma żadnej wilczycy o imieniu Nina i czego ty tu jeszcze... - zaczęła
- To z Niną to była wielka pomyłka. - przerwał jej - Tak naprawdę szukałem Shantis.
- A jednak. Shantis jest w jaskini, jak chcesz to mogę po nią... - zaczęła
- Nie ma jej tam. - przerwał jej ponownie
- Jak to ,,nie ma"?! - krzyknęła wytrąconaz równowagi Shira
- Po prostu nie ma jej tam. Jest gdzie indziej. - wyjaśnił spokojnie Okami
- W takim razie gdzie jest? - spytała niecierpliwie Shira
- No i właśnie w tej sprawie przychodzę. - oznajmił Okami - Rodzice mnie wysłali. Shantis jest tymczasowo u nas.
Shira spojrzała na niego nie wiedząc co powiedzieć.
- A co się takiego stało? - zapytała w końcu
- Shantis uderzyła się w głowę.
- Jak to?! - krzyknęła szczerze przerażona Shira
- No... Sam nie wiem jak to się stało... - powiedział niepewnie wilk - Ale znalazłem ją nieprzytomną na ziemi. Wcześniej rozmawialiśmy i strasznie się zdenerwowała.
- O wadero! Nieprzytomną?!
- Tak. Zaniosłem ją do mojej watahy, ponieważ była ona zdecydowanie bliżej. Moja matka, Charlie, która jest również pielęgniarką w naszej watasze zajęła się nią nleżycie. Shantis w końcu się obudziła. Nie wiedziała gdzie jest, więc jej powiedziałem. Próbowała wstać, ale nie bardzo jej to wychodziło. Kiedy już jej się to udało i zrobiła kika kroków bez przewrotki, zza krzaków wybiegło dzikie zwierzę i skoczyło na Shantis. Upadła na ziemię i znowu straciła przytomność. Moja mama kazała mi tu przyjść i państwa powiadomić. - wyjaśnił
Przez chwilę trwała cisza. Shira próbowała przetrawić wszystko, co usłyszała od Okami'ego. Natomiast On sam przeczuwał, że nie należy się wtrącać.
- No więc. Nie możemy tu tak bezczynnie stać! - zaczęła Shira - Myślę, że musimy..


Nagle do jaskini wszedł, a raczej wbiegł Nikos.
- Hej, przeszkadzam?
- Nie, raczej nie. Czekaliśmy na ciebie. - powiedziała zawczasu Shira
- No to w porządku... - Nikos zerknął na Okami'ego i już miał coś powiedzieć, ale czarny wilk go uprzedził
- Em... Ja tu jestem tylko, tak w odwiedziny... - wytłumaczył się szybko
- Nie tylko, w odwiedzimy. Masz przecież ważną wiadomość! - krzyknęła Shira - Powiedz mu!
- No więc... Em, to było tak...
Okami opowiedział całą historię Nikos'owi. Oczywiście od momentu kiedy zobaczył Shantis leżącą nieprzytomnie na ziemi.
- Musimy natychmiast iść do Shantis! - zawołał
- Nie, nie! Bardzo proszę nie robić sobie kłopotu! - zawołał przestraszony Okami. Miał ich jedynie powiadomić, a o wizycie nie było mowy.
- Ależ to moja córka! Jak to mógłby być dla mnie kłopot? - krzyknął rozgniewany i trochę zdziwiony Nikos
- No tak... Rozumiem pana punkt widzenia, ale naprawdę poradzimy sobie!
- W porządku, jednak chcę ją zobaczyć - stawił warunek Nikos
- No nie wiem... - zastanowił się Okami - U nas niechętnie przyjmuje się gości
- Może i niechętnie, ale jednak Shantis u was jest... - zauważył chytrze Nikos
- No tak... ale to co innego! - usprawiedliwił się Okami
- Jak to, co innego?
- No, em... Bo my najpierw myśleliśmy, że jest wrogiem... i tylko dlatego ją wpuściłem - dokończył
- Tylko dlatego? - dociekała Shira
- Tak! - krzyknął Okami
- A potem?
- Potem, to był już tylko czysty przypadek.
- Ale jednak przyszedłeś do mnie, zapytać gdzie Ona może być. - ciągnęła dalej
- Chwila... Czy On nie pytał o Ninę? - zapytał Nikos
- Nie, chodziło mu o Shantis.
- O rany! No i co z tego? - wykrzyknął Okami
- To, że mówiłeś iż potem, to był jedynie przypadek... a zresztą! - machnęła łapą Shira
- No może i nie przypadek, ale przecież nie mogłem tak jej zostawić! - wybuchnął wilk
- W porządku. W to jeszcze mogę uwierzyć, ale w to, że nie chcesz żebyśmy tam szli tylko dlatego, iż niechętnie przyjmujecie gości w waszej watasze, już nie uwierzę. - orzekł Nikos
- Nooo... - Okami tak naprawdę, wymyślił fakt iż niechętnie przyjmują gości. Jego zdaniem rodzice Shantis mogliby przyjść do ich watahy, tyle że Charlie nic o tym nie mówiła i nie chciał robić jej dodatkowego kłopotu. Jednak, teraz nie wiedział co ma odpowiedzieć.
- H-A-L-O !!! - krzyknął Nikos
- Ech, przepraszam. Zamyśliłem się... - powiedział obudzony z transu Okami
- No tak, zauważyłem...
- No, więc to jest tak, że ja nie wiem czy rodzice się zgodzą, żeby państwa przyjąć... - zaczął powoli
- Ale przecież my przyjdziemy tylko na chwilkę! - zawołała zawiedziona Shira
- Może i tak... Ale myślę, że Shantis aktualnie nie jest wystarczająco na siłach, żeby państwa przyjmować! - wykręcił się zręcznie Okami
- Ale jak to? Własnych rodziców?
- No tak. Jest bardzo słaba i potrzebuje spokoju. Ale obiecuję, że powiadomię państwa osobiście, kiedy będą państwo ją mogli odwiedzić!
- No, nie jestem pewna...- zaczęła Shira, która miała jeszcze drobne wątpliwości
- A, wszystko u was w porządku? - zapytał Nikos
- Tak! Oczywiście! - zawołał Okami - W jak najlepszym! - dodał
- Ale powiadomisz nas od razu kiedy będzie już na siłach? - upewniła się Shira
- Tak, możecie by tego pewni!
- No dobrze.... Myślę, że możesz już iść. I powiedz swoim rodzicom, że już o wszystkim wiemy. - poradził Nikos
- Tak zrobię! - powiedział Okami, po czym powoli podszedł do wyjścia z jaskini
- Wracaj jak najszybciej! - zawołała za Nim Shira
- Tak, tak!