niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział XII

Tej nocy Shantis nie zmrużyła oka. Kiedy zauważyła, że już jaśnieje, wyszła z jaskini ledwo żywa. Pobiegła, a raczej powlokła się w stronę polanki.
Kiedy tam doszła zaczęła rozglądać się i szukać Haru oraz Rina. Haru jeszcze nie było, ale zauważyła Jego. Zaczęła powoli podchodzić. Nie była do końca pewna czy znowu jej nie wyśmieje.
Jednak Rino kiedy tylko dojrzał Shantis, od razu do niej podbiegł.
- Hej! - zawołał - Jednak przyszłaś!
- Tak... Ale ledwo żywa! - odsapnęła Shantis
- Dlaczego?
- No cóż... W nocy nie mogłam zmrużyć oka...
- Ale czemu? - zapytał
- To dlatego, że... - zaczęła
- Powiedzieć mu, czy nie? - pomyślała
- ...to przez twojego ojca. - dokończyła
- Jak to? - Rino wyglądał teraz naprawdę głupio
- Znaczy się... przez Diablo...
- A jaka to różnica? - spytał zdziwiony
- Duża. Nie wiedziałeś?
- Ale o czym miałem wiedzieć?
- Hejka! - zawołała Haru, która właśnie przyszła
- Dobrze, że jesteś... - odparła Shantis
- Dlaczego? Znaczy się, oczywiście cieszę się, że ty się cieszysz, ale mówisz to tak jakoś nienaturalnie...
- Muszę opowiedzieć wam pewną historię... - powiedziała smutno Shantis
- Zaczynaj. - odparli oboje
- Moja matka - Shira, która jest Alfą w tej watasze... nie zawsze nią była... Kiedy była mała... - Shantis zaczęła opowiadać, dobrze wam znaną historię Shiry
W momencie kiedy doszła do ataku Diablo, nagle się zatrzymała, aby trochę wzmocnić powagę sytuacji.
- [...] i wtedy On się na nią rzucił! Nie uszła by z życiem, gdyby nie przybiegł mój tata. Wytłumaczył jej, że wilk, który Ją zaatakował to tak naprawdę... - zamilkła
- ...mój ojciec... - dokończył ponuro Rino
- Tak. - powiedziała Shantis patrząc na niego z niepokojem i jednocześnie współczuciem
- Nigdy nie miał dla mnie czasu! - zawołał melancholijnie
- To nie twoja wina... - odezwała się Haru  i podeszła, żeby go pocieszyć
- To prawda... - dodała Shantis
- Mam tego dosyć! - krzyknął Rino - Mam Jego dosyć!
- Rozumiem, że to trudne... - zaczęła Shantis - Ale w końcu masz jeszcze matkę.
- No niby, że mam, ale Ona jest taka bardziej dziewczyńska, a no wiesz, ja jestem chłopak i nie za bardzo wiem, co mogę z Nią robić...
- Prawda... Dla dziewczyn mama, a dla chłopaków tata. - poparła Haru
- A ty, coś o tym wiedziałeś? - spytała Shantis
- Ja? No co ty! - zawołał oburzony
- A może chociaż podejrzewałeś?
- No, wiesz... tata nigdy nie spędzał ze mną wystarczająco czasu, ale przecież każde dziecko uważa swojego ojca za bohatera i nie jest w stanie posądzać go o czyny niebohaterskie, a wręcz haniebne. Ja zawsze uważałem, ze mój tata jest taki super iż nie ma tyle czasu, żeby jeszcze się mną zajmować. - powiedział z żalem
- Oczywiście, że tak, ale czy nigdy nie widziałeś w Nim ani kszty zła? - drążyła Shantis
- Wiesz, tata w nocy wymykał się w dziwne miejsca, a kiedy raz się go spytałem, czy nie mogę mu towarzyszyć, posłał mnie do matki, żeby ta mnie do łóżka zagoniła. Niby normalna reakcja, jednak później kiedy pytałem się go w dzień, dokładnie o to samo, odpowiadał, ze jestem jeszcze za mały, a tam leje się dużo krwi i mógłbym mieć potem koszmary w nocy.
- Aha..., a kiedy go ostatnio widziałeś?
- Nie pamiętam, ale chyba dosyć dawno.... A tak wogule, to dlaczego zadajesz tyle pytań? - zapytał zdziwiony
- A, no bo wiesz... Interesuje mnie to tak jakoś i...tyle. A wiecie, że niedawno, bodajrze wczoraj... spotkało mnie coś naprawdę niezwykłego? - zgrabnie się wykręciła
- Nie... A co takiego? - spytała wyraźnie zaciekawiona Haru
- No cóż.. Tak właściwie, to spotyka mnie to już przez jakiś czas... - zaczęła budując napięcie
- No tak, ale co takiego?! - wykrzyknęła Haru
- Chciałaś powiedzieć, KTO taki... - odparła Shantis - Tak, wiec to zaczęło się kilka dni temu... - i tak rozpoczęła swoja opowieść, która tutaj opisałam w kilku rozdziałach
Opowiadała, ze szczegółami, pomijając jednak niektóre elementy, jak np. swoja rozmowę z mamą na temat Diablo. Kiedy zgrabnie zakończyła, na tym co działo się teraz, oboje słuchaczy było pod wielkim wrażeniem.
-  O R-A-J-U-S-I-U! - zawołała Haru - W ciągu kilku dni, tyle przeżyłaś i tyle odkryłaś! Zazdroszczę!
- No tak, ale raczej nie ma czego... - zaczęła wymijająco Shantis
- No co ty! Oczywiście, że jest! - zawtórował Rino
- No to może podaj choć jeden przykład, co? - zawołała wyzywająco
- W porządku! Podam, aż trzy przykłady! - zaczął
- Po pierwsze, miałaś wielkie szczęście, że to ciebie wybrał ten biały wilk.
- Po drugie, na pewno fajnie jest wejść na terytorium innej watahy.
- A po trzecie, ja również chciałbym poznać tego Okami`ego! - zakończył
- No cóż...- zaczęła Shantis i po dłuższym namyśle odparła - Chociaż na pierwsze nie mogę nic poradzić, to jednak na drugie i trzecie mam pewien sposób. Myślę, że mogę zapoznać Cię z Okami`m, a On, jeżeli Cie polubi, możliwe, iż pokaże Ci terytorium swojej watahy.
- Naprawdę? - Rino tylko na to czekał
- Tak, myślę, że tak.
Tak naprawdę Shantis, nie miała zbytniej ochoty, jeszcze raz spotykać Okami`ego. Dosyć niedawno, kiedy wybiegła z ich watahy, obiecała sobie, ze zapomni o tym wszystkim, jednak niechęć do Okami`ego, przewyższała wola spodobania się nowym kolegom. Shantis nie chciała, żeby byli zazdrośni, bo przecież wtedy historia z księżniczką, mogła się powtórzyć....
- Hej! No, a co ze mną? - zawołała Haru - Myślisz, że i mnie by polubił?
- To On wam aż tak przypadł do gustu? - spytała zdziwiona wilczyca, która przecież starała się pokazać Okami`ego, tak jak Ona go widzi. Może trochę przesadziła?
- No wiesz, na razie to tak za bardzo oceniać nie mogę, bo w końcu go nie znam, ale z twojego opisu wynika, ze jest całkiem miły. - wytłumaczyła Haru
- Aha... O.O Na serio?
- No tak, jasne. To kiedy moglibyśmy do niego pójść? - zapytał Rino
- Pojęcia nie mam... Wiem tylko, ze trzeba go uprzedzić.
- Tak, to wiadomo na pewno... A kiedy masz zamiar to zrobić?
- Nie wiem. Nawet nie wiem jak mu to powiedzieć... - odparła zawstydzona Shantis.
- Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? - skarciła się w myślach
- No to może... Ale ty dosyć słabo go znasz, prawda? - spytała Haru
- No tak... Tylko tyle co wam opowiadałam, czyli prawie wogule.
- I On nie spodziewa się twojej następnej wizyty? - dopytała się
- Pewnie nie spodziewa się mnie jeszcze kiedykolwiek ujrzeć na oczy. - uzupełniła Shantis
- Aha... Tak wiec, sytuacja jest dosyć kiepska, a ja nie mam żadnego pomysłu... - podsumowała Haru - Ale przecież wiesz, ze wcale nie musisz nas z nim zapoznawać? - dodała
- No, w sumie to nie muszę, ale bardzo bym chciała... - odparła mimo woli
- Ale wiesz, my się nie narzucamy... - powiedział powoli Rino
- Tak, tak...wiem... - rzekła Shantis - ...chwila!
- Co takiego?! - wykrzyknęli zgodnie
- Ale przecież Okami chciał poznać bliżej białego wilka! - zawołała Shantis, jak olśniona
- I co w związku z tym? - spytał mało domyślnie Rino
- No jak to? - krzyknęła Shantis - Przecież mogę mu zaproponować, ze postaram się sprawić, by ujrzał białego wilka, jeżeli tylko zechce poznać moich kolegów!
- Wspaniały pomysł! - wykrzyknęła Haru, a zrobiła to w taki sposób, jakby chciała same niebiosa za taki dar losu chwalic - Ale czy jestes pewna, ze chesz go tym bialym wilkiem zapoznawac?
- Nie, nie chce go zapoznawac, ale przeciez w umowie bedzie mowa, o tym ze sprobuje sprawic by ujrzal bialego wilka, i nic wiecej. A tak po za tym to jedynie, sprobuje, wiec nie wiadomo czy mi sie to uda... - powiedziala tajemniczo
- Aaaa... Tak, jasne. Juz rozumiem - odparla Haru - A myslisz, ze On sie zgodzi?
- Tak, mysle, ze tak. W koncu jest tym dosyc zainteresowany.
Przez chwile rozmawiali miedzy soba o szczegolach tego planu. Ustalili, ze Shantis pojdzie do Okamiego (i to zaraz) zeby poinformowa go o umowie, ktora miala byc dla niego bardzo korzystna. Ona sama nie byla przekonana co do tego pomyslu, ale czego sie nie robi dla mozliwych nowych przyjaciol... Miala poinformowac Rina i Haru, jezeli plan sie uda, a teraz wszyscy musieli wrocic do swoich jaskin. Shantis miala zamiar powiedziec mame, o podrozy.
- Wiesz, troche mi glupio. - zaczal Rino - Bo w koncu znamy sie jeden dzien, wczesniej nie bylem dla ciebie zbyt mily, a ty robisz dla mnie cos, na co nie masz najmniejszej ochoty... - dokonczyl zmieszany
- Ech, no wiecie... Ja tak naprawde robie to glownie dlatego, ze wczesniej tak malo wychodzilam i prawie nie spotykalam sie z innymi wilkami, a teraz chce to nadrobic i pokazac wam...oraz innym, ze jestem w porzadku. - odparla Shantis - Ale widze, ze byli by z was dobrzy przyjaciele - powiedziala cieplo
- Z ciebie rowniez.. - dodala Haru
I tymi slowami zakonczyla sie ta przedluzana rozmowa.

W jaskini Shantis powiedziala mamie, ze wybiera sie do lasu spotkac z kolega (na potrzeby operacji). Shira nie zadawala zbednych pytan i byla wyraznie zadowolona z tego co powiedziala jej corka.
Natomiast Nikos byl bardziej dociekliwy.
- Czy to z tym wilkiem, ktory byl tutaj cie szukac? - spytal
- Eeee... Nie wiem o kim mowisz... - powiedziala powoli Shantis i szybko wybiegla z jaskini
Nikos spojrzal zrezygnowany na Shire.
- Dajmy jej wiecej wolnosci. - odparla

Shantis spokojnie szla do lasu. Dobrze pamietala droge. Miala jednak nadzieje, ze Okami`ego nie bedzie w domu, poniewaz wtedy nie bedzie musial nic poswiecac. Oprucz godnosci.
W czasie drogi zajeta rozmyslaniami zboczyla ze szlaku i poszla w zla strone. Dotarla na pewna polanke.
- Dziwne... - pomyslala - Nie pamietam, zeby droga tedy biegla. Jednak skads znam to miejsce...
- Czy to mozliwe, ze... TAK!!! To wlasnie ta polanka na ktorej pierwszy raz spotkalam Okami`ego! Ale dlaczego wczesniej tedy nie szlam...? Tylko przez ten ciemny las... Czy wlasnie tamtedy biegnie glowna droga do ich watahy?
Shantis zaczela sie rozgladac dookola. Na razie nie miala odwagi isc dalej. Nawet gdyby ja miala i tak nie wiedziala by w ktora strone isc. Od tego miejsca byla wleczona i raczej nie miala wtedy ochoty obserwowac krajobrazow, ale miala nadzieje, ze tym razem nikt nie kryje sie za krzakami...
Zauwazyla, ze ta niewielka lesna polanka jest tak naprawde czterema stronami swiata. Na piachu zostal narysowany kompas.
- Dziwne... Dlaczego sie jeszcze nie zmazal? Dam glowe, ze wczesniej go tutaj nie bylo!
Na polnocy byla dalsza czesc lasu, na wschodzie sciezka, ktora zapewne dokads prowadzila, przyszla z poludnia, a na zachodzie byly geste zarosla.
- Hmmm... Co robic? - myslala Shantis
Kazda inna osoba wybrala by sciezke, ale Ona nie byla taka jak inni. Shantis rozejrzala sie jeszcze raz i podesla do chaszczy. Przyjrzala im sie. Byla pewna, ze cos za nimi jest. Zaczela przedzierac sie przez pierwsze najgorsze zarosla. Dookola byly klujace krzaki, ale startala sie je omijac. Niestety nie obeszlo sie bez kilku zadrapan.
Po co to robila? To proste. Byla ciekawa. Ciekawa tego co moze za nimi byc.
W pewnej chwili nawet chciala zawrucic, bo w koncu takie krzaczyska ciagnac sie mogly bez konca, jednak dojrzala swiatelko w tunelu. Przeswit slonca. Przymknela oczy i zaczela przedzierac sie w jego strone.
Doszla do tunelu. Tunelu z lisci i krzewow, ktorego sklepienie tworzyly galezie drzew. Odetchnela z ulga, ale nagle przypomniala sobie, ze przeciez bedzie musiala wrócić ta sama droga. Zawachala sie. Czy isc dalej, czy dac juz sobie spokoj z tym odkrywaniem?
- No trudno. - pomyslala - Raz sie zyje, a teraz nie ma juz odwrotu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz