- Tędy! - zawołał - Znam świetne miejsce!
- Ok, liczymy na ciebie! - krzyknęła Haru
Rino doprowadził ich do bardziej zagęszczonej części lasu. Shantis i Haru były tu pierwszy raz, ale On z pewnością dobrze znał to miejsce.
- No dobrze. Chodźmy tędy. - powiedział i poprowadził je do ciemnej jaskini
- Ale tutaj nie znajdziemy żadnej zwierzyny! - zawołała Haru
- Żywej nie... - powiedział tajemniczo
- Jak to ŻYWEJ?! - krzyknęła Shantis
- Zobaczycie!
Poprowadził je bardziej w głąb, gdzie leżały kawałki mięsa.
- Skąd znasz to miejsce? - zapytała Shantis, która była pod wrażeniem ilości zwierzyny
- Kiedy byłem mały przychodziłem tutaj z tatą... - powiedział bardziej smutno, jakby apatycznie
- Czy On już nie... - zaczęła Shantis
- Nie, nie! On nadal żyje. - pospieszył z wyjaśnieniem - Tyle, że opuścił nas i poszedł w swoją stronę...
- Dlaczego?
- Nie wiem. Chyba mu na nas nie zależało... - odparł
- Hej, może już zabierzemy tę zwierzynę? - zapytała zniecierpliwiona Haru
- Tak jasne! - zawołała Shantis - A jak się nazywał? - spytała jeszcze Rina
- Diablo
W Shantis coś zawrzało. Te imię budziło grozę.
- Aha... rzeczywiście już weźmy tę zwierzynę! - zmieniła temat
Troje wilków zabrało w pyskach tyle mięsa ile się dało. W Shantis i Haru budziło Ono obrzydzenie, ale znosiły to dzielnie. Rino sprawiał wrażenie, jakby jemu to nie przeszkadzało....
Wrócili na polankę jeszcze przed końcem czasu. Nauczyciel zrobił zdziwioną minę na ich widok.
Nie spodziewał się, że przyniosą tyle zwierzyny. Jednak nie był zadowolony tym, że nie była już nowa. Ostatecznie powiedział, że zdali, ale na następny raz powinni sami coś upolować, a nie polegać na innych wilkach i zabierać im łupy.
- Uff... - powiedział Rino - Dobrze, że chociaż przyjął to mięso, bo prawie nie mieliśmy szans na samoistne upolowanie czegoś.
- Tak... - powiedziała Haru
- Wiecie, ja już muszę wracać, ale fajnie było. - odparła Shantis
- To prawda. Tak sobie myślałam, że może się jeszcze spotkamy? - zapytała Haru
- No nie wiem... - spojrzała na Rina
- Ech, wiesz.... ja nie mam nic przeciwko! - zawołał - I sorry za to jak wcześniej Cię traktowałem, ale wiesz... musiałem lepiej Cię poznać. - zwrócił się do Shantis
- Eee tam... Nie ma o czym mówić... - zaczęła - Może to ja uciekałam od wilków...
- Wiesz, każdy czasem lubi pobyć sam...
- Może i tak, ale wiedz, że od teraz będę codziennie przychodzić na polankę! - zadeklarowała
- Serio?
- Znaczy się, czasem mogę nie mieć czasu, ale no wiesz...
- Tak, wiem. To do jutra! - zawołał za Nią
- Jasne! - odkrzyknęła
Shantis wróciła do jaskini i resztę dnia spędziła na wylegiwaniu się, oraz pisaniu w pamiętniku.
Wieczorem kiedy Shira przyszła życzyć jej dobrej nocy, Shantis nagle spytała
- Mamo... ja tak tylko pytam, ale czy znałaś może kiedyś jakiegoś Diablo?... - wykrztusiła
Shira przymrużyła oczy
- A skąd ci przychodzi na myśl takie pytanie?
- Tak z ciekawości... - odparła Shantis
- No więc, tak. Znałam i co więcej ZNAM pewnego Diablo. - zaczęła - Jest On największym i najniebezpieczniejszym wrogiem jakiego miała ta wataha. Jego jedynym celem jest zemsta. Krwawa zemsta na tych, którzy niegdyś go pokonali.
- A kto taki go pokonał? - zapytała Shantis, która czuła jak krew zastyga jej w żyłach
- Otóż, Nikos. Twój ojciec. A, ponieważ Diablo szczerze go nienawidzi, za cel postawił sobie zabrać mu to co jego sercu najbliższe.
- Czyli co? - spytała
- Czyli... Nie wiem. - Shira w porę się powstrzymała, jakby przed wygadaniem jakiejś tajemnicy
- Ale, czy to znaczy, że będzie atakował naszą watahę? - Shantis chciała znać każdy szczegół, chociaż wiedziała, że nie wyjdzie jej to na dobre.
- No cóż... To możliwe... ale teraz już idź spać i nie zaprzątaj tym sobie tej swojej ślicznej główki! - zawołała
- Tak mamo... - powiedziała Shantis, jakby w transie bo cały czas rozmyślała
Kiedy Shira wyszła Shantis zaczęła uporczywie myśleć
- Czy Rino wiedział, że jego ojciec szczerze nienawidzi naszej watahy i chce nas wszystkich pozabijać? - zastanawiała się - Ale przecież i On należy od tej watahy! Nie, na pewno o niczym nie ma pojęcia! A może to jakiś podstęp? Jeżeli tak, to ja pierwsza go powstrzymam!
- Ale zostaje jeszcze biały wilk. Również jego tajemnicę muszę poznać. Jednak nie potrzebuję niczyjej pomocy! - zawołała to tak pewnie...
W końcu położyła się na ziemi, a w nocy śniły jej się koszmary.
Była sama w ciemnej jaskini. Dookoła słyszała głosy. Bardzo się bała, ale szła dalej. Nie mogła się zatrzymać. Nie mogła!
Nagle usłyszała wycie, a zaraz potem głośne warczenie. Zastygła w strachu jak sparaliżowana. Zobaczyła JEGO. To był Diablo.
Zaczęła biec, ale nie mogła mu uciec. Dokoła słyszała głosy.
- Nie dasz rady...
- Uciekaj...
- On i tak cię dopadnie...
- Zginiesz...
- Poddaj się...
- Daj się rozszarpać...
- Nie masz już sił...
Istotnie. Nie miała. Czuła jak długi bieg wykańcza ją fizycznie. Teraz już jedynie walka o własne życie pozwalała jej biec dalej.
Zabrakło jej tchu. Czuła jak Diablo się na nią rzuca.
- NIE! - zawołała
Obudziła się cała zlana potem. Jednak czuła, że to nie był zwykły sen. Wydawał się taki prawdziwy, jakby miał się spełnić. Wiedziała, że to przepowiednia i co więcej wiedziała kto ją jej przysłał...
Tej nocy już nie zasnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz